Czy można nauczyć się angielskiego samemu? - English Decoded
Jak uczyć się angielskiego przez immersję językową?
16 czerwca, 2020
Show all

Czy można nauczyć się angielskiego samemu?

Podchodzi do ciebie znajomy i mówi: „Ej, weźmy udział w biegu na 10 km!”. Jak reagujesz? 

Jeśli jesteś wprawionym biegaczem, to na Twojej twarzy pojawia się uśmiech, a przez głowę przewija się myśl: „Czy to już czas, żeby wypróbować moje nowe New Balance?”. Jeśli zaś przeciwnie, jesteś raczej typem człowieka, któremu najwygodniej czas spędza się na kanapie, oglądając Netflixa, to bardzo prawdopodobne, że prędzej pomyślisz: „10 km!? Przecież takiego dystansu nigdy nie zrobiłem nawet na piechotę!”.

Nie ma zresztą czemu się dziwić, bo jak to się prezentuje na pierwszy rzut oka? Przeciętny biegacz-amator pokonuje dystans 10 km w około 1,5-2 godziny. Co to znaczy dla Ciebie? „Biec bez przerwy przez tak długi czas!? Nie poradzę sobie bez trenera personalnego!”. Do tego potrzebny jest sprzęt. Wchodzisz więc na strony popularnych marek sportowych, patrzysz na ceny butów oraz odzieży do biegania i wybałuszasz gały. Nie wiesz jeszcze, czy bieganie Ci się spodoba, a już jesteś kompletnie zdemotywowany. Ale czy tak jest w rzeczywistości?

Dopiero jak się przyjrzysz tematowi szerzej, to zdasz sobie sprawę z tego, że to wcale nie musi być takie trudne! Nagle okazuje się, że w internecie znajdziesz setki programów przygotowujących do takiego wyzwania, a jeśli chodzi o buty i ubrania? Mniej znane, ale równie dobre marki oferują przecież sprzęt w niższym przedziale cenowym niż 500 złotych, a nawet jeśli – co Ci szkodzi wziąć stare trampki i znoszone dresy, których używasz do spania? Nagle okazuje się, że przy odrobinie cierpliwości i ambicji jesteś w stanie dokonać niemożliwego. Podobnie jest z nauką języka angielskiego. Nie musisz wydawać nie wiadomo, ile pieniędzy na to, żeby dobrze nim władać, ale jednocześnie musisz zdać sobie sprawę z tego, że dotarcie do pewnego poziomu nie przyjdzie na pstryknięcie palcem! I tak samo jak w przypadku biegania, musisz się nauczyć najważniejszego:

To nie sprint 

Ani również 12 lat karkołomnej edukacji szkolnej. Wiele osób to przeżyło. Szkoła podstawowa, gimnazjalna i liceum, technikum bądź szkoła zawodowa. Godziny przesiedziane w szkolnych ławkach, wkuwając wszystkie zasady gramatyczne i męcząc ogromne tomiska podręczników oraz zeszytów ćwiczeń. Chociaż mogłoby się wydawać, że systematyczna nauka dobrze zorganizowanego materiału, powinna sprawić, że po tak długim okresie uczniowie będą potrafili przynajmniej na dobrym poziomie operować językiem. Niestety często jest tak, że po opuszczeniu szkolnych murów, nadal wielu młodych ludzi ma problem ze zrozumieniem angielskich treści, albo (o zgrozo!) z mówieniem. 

Jeśli tu jesteś, to znaczy, że również to zjawisko nie jest Ci obce. Podczas rozmowy w języku angielskim układasz zdania po polsku, ale masz problem, żeby na bieżąco je przekuwać w mowę, przez co to, co próbujesz przekazać wychodzi nieskładnie i chaotycznie. Skutkuje to tym, że zaczynasz się stresować i zjadają Cię nerwy, przez co rezygnujesz z podejmowania chociażby próby dialogu. Jest w tym wszystkim dobra wiadomość – Nie jesteś w tym osamotniony/osamotniona! A co więcej, nic nie stoi Ci na przeszkodzie, aby tę przeszkodę przełamać.

Jak więc się uczyć, żeby się nauczyć? 

To, co na początek powinniśmy wyróżnić, to fakt, że językiem posługujemy się w sposób bierny i czynny. Znaczy to tyle, że jak nazwa wskazuje, dzięki biernej znajomości języka, rozumiemy tekst pisany i słyszany. Biernie odbieramy takie treści jak książki, artykuły czy filmy albo piosenki, a także rozumiemy to, co ma nam do przekazania nasz rozmówca. W sposób czynny zaś, komunikujemy się w języku docelowym, czyli dobieramy odpowiednie słownictwo i struktury gramatyczne w rozmowie czy podczas pisania tekstu. Naturalnie, aby biegle posługiwać się językiem, trzeba nie tylko biernie go znać, ale także czynnie i tutaj pojawiają się schody, ponieważ dochodzimy do momentu, w którym trzeba się uczyć, zatem:

Take a deep breath and dive into it

Deep dive, czyli inaczej immersja językowa, jest jedną z najefektywniejszych metod nauczenia się języka angielskiego. W najprostszy i najbardziej opisowy sposób, można powiedzieć, że polega na otaczaniu się językiem tak, jak jest to tylko możliwe. Wywodzi się ona z przeświadczenia, że najszybciej człowiek uczy się języka obcego, przebywając za granicą, będąc z ludźmi zamieszkującymi państwo, w którym operuje się danym językiem. W przypadkach, kiedy nie masz możliwości wyjechania za granicę, w „sztuczny” sposób  możesz wykreować takie warunki u siebie, w swoim domu. Stąd właśnie wzięła się nazwa „immersja”, czyli zanurzania się, pochłaniania czegoś.

Przykładów jak to zrobić jest mnóstwo! Można by nawet powiedzieć, że tyle, na ile pozwala nam nasza wyobraźnia. Należy jednak pamiętać fundamentalną zasadę, że aktywności językowe muszą opierać się przynajmniej na jednym, z poniższych czynników:

  • słuchanie,
  • czytanie,
  • pisanie,
  • mówienie.

Czyli upraszczając – żeby mówić po angielsku, trzeba… mówić!

Jeśli nie masz nikogo, z kim mógłbyś/mogłabyś porozmawiać, to nic nie szkodzi. Tutaj z pomocą przychodzimy my – skorzystaj ze spotkań, które organizujemy na Discordzie. Tworzymy tam przestrzeń online, na której swobodnie możesz rozmawiać z ludźmi, którzy również chcieliby się sprawdzić.

Zmień otoczenie

Dobrym rozwiązaniem jest także stopniowe i systematyczne zmienianie swojego otoczenia. Możesz zacząć nawet od takich drobnych rzeczy, jak zmiana języka w swoim telefonie lub komputerze. W końcu jesteś z tym sprzętem na tyle zaznajomiony, że praktycznie mógłbyś poruszać się po nim z zamkniętymi oczami. Co więc Ci szkodzi w tym, aby przy okazji, douczyć się paru rzeczy? 😉

To oczywiście jest tylko jeden z wielu przykładów. Przed Tobą stoi szereg możliwości, z których możesz skorzystać, zaczynając od słuchania radia w języku, którego się uczysz, przez oglądanie angielskich Youtuberów aż po czytanie książek (najlepiej młodzieżowych, gdyż są pisane prostym językiem. Może czas zatem wrócić do Hogwartu?). 

Najważniejsze w tym wszystkim jest stała aktywizacja słownictwa, czyli systematyczne ćwiczenia – czy to w sposób bierny, czy czynny, ważne, abyś nie miał kontakt z językiem. Aby kropla wydrążyła skałę, to nie może w pewnym momencie się poddać, tylko musi nieustannie działać. W końcu to nie sprint, ale maraton.